TEKSTY PIOSENEK
Vis-à-vis - Tom 2
Od Sekwany do Wisły...

Wolności ma
(tekst oryginalny "Ma liberté"
Georges Moustaki
adapt. pol. René Koelblen)
Wolności ma, chroniłem ciebie tak,
Jak drogocenny diament.
Wolności ma, niezmiennie na twój znak
Z przystani odpływałem.
Z tobą wciąż chciałem być, z tobą marzyć i iść
Krętą drogą donikąd.
Zerwać polny ci kwiat, różę wiatrów skraść
Pośród blasku księżyca.
Wolności ma, zachcianka każda twa
Była dla mnie rozkazem.
Wolności ma, oddałem tobie sam
Ostatnią swoją gażę.
Ileż przelałem łez, aby sny spełnić twe,
Zaspokoić fantazje.
Porzuciłem swój dom i przyjaciół swych krąg,
Zdany wciąż na twą łaskę.
Wolności ma, umiałaś w każdy czas
Gasić me namiętności.
Wolności ma, ty mnie uczyłaś trwać
W codziennej samotności.
Ty uczyłaś, by drwić, gdy nadchodził mdły świt
Po nocy z kurtyzaną.
Ty chroniłaś mnie, gdy / próbowałem się skryć,
By wyleczyć swe rany.
Wolności ma, rzuciłem ciebie wszak
Pewnej grudniowej nocy.
Wśród uschłych traw pozostawiłem szlak,
Którym zwykliśmy kroczyć.
Czując przygody smak, omotany do cna,
Dałem już za wygraną.
Tak zdradziłem swój los: wpadłem w miłości loch,
I w nim trwam z piękną damą. (Bis)
"Kontroler ze stacji Lilas"
(tekst oryginalny "Le poinçonneur des Lilas"
Serge Gainsbourg
adapt. pol. Piotr Cieński)
W metrze na stacji Lilas
To ja bilety sprawdzam, właśnie ja.
Nie ma pod ziemią krzty słońca,
To rejs bez końca
Aby zaś nudę zabić tam,
Z gazet wycinki w kurtce mam.
Gdzieś wyczytałem taką rzecz:
W Miami urlop przegna smutki precz.
A ja, na skraju nerwicy,
Siedzę w piwnicy,
Bo nie istnieje głupi fach,
Dziurki w biletach robię ja!
Dziurki wciąż, dziurki znów,
Małe dziurki znów.
Dziurki znów, dziurki znów,
Dzisiaj dziurki znów.
Dziurki drugiej klasy,
Dziurki pierwszej klasy,
Dziurki wciąż, dziurki znów,
Małe dziurki znów.
Dziurki znów, dziurki znów,
Dzisiaj dziurki znów.
Dziurek zbiór, dziurek zbiór,
Dziurek zbiór, dziurek zbiór.
W metrze na stacji Lilas,
Przesiadki ludzie mają, a więc ja
Żyję rytmami planety
Ale niestety
W głowie confetti mojej jest,
Nawet do łóżka sypie się!
Pod fajansowym niebem mym,
Wagony lśniące i przesiadek rytm.
Raz śnię, raz błąkam się z żalem,
Widzę też fale,
Widzę peronu kres we mgle,
Statek już jest, zabierze mnie.
Wyrwie mnie z dziury, gdzie
Robię setki dziur.
Dziurki znów, dziurki znów,
Dzisiaj dziurki znów.
Statek wpłynął w tunel,
Ja złą drogą sunę.
Wracam więc w dziurę swą,
Robię setki dziur.
Dziurki znów, dziurki znów,
Dzisiaj dziurki znów.
Dziurek zbiór, dziurek zbiór,
Dziurek zbiór, dziurek zbiór.
Tutaj na stację Lilas,
Dojechać można prosto z Levallois.
Nie mam już w sobie zapału,
Dosyć kanału,
Chciałbym daleko uciec stąd,
W szatni zostawić czapkę swą.
Lecz mam nadzieję, przyjdzie dzień,
Że na przyrody łono wyrwę się.
W drogę wyruszę daleką,
Wszystkim na przekór,
Tylko, że czasu coraz mniej,
Będą nieść wprzód nogami mnie.
Des p'tits trous, des p'tits trous,
toujours des p'tits trous...
Des p'tits trous, des p'tits trous,
encore des p'tits trous
Można tu zwariować,
Z broni wycelować.
Strzelić i dziurkę mieć,
W głowie dziurkę mieć.
Dziurka znów, dziurkę mieć,
Tę ostatnią mieć,
Położą w jedną z dużych dziur,
Gdzie nie ma nic o żadnej z dziur
Żadnej z dziur, żadnej z dziur,
Żadnej z dziur, żadnej z dziur!
"On miał sen"
(tekst oryginalny "Les murs de poussière"
Francis Cabrel
adapt. pol. Francois)
On miał sen, on gorący miał sen
- O ucieczce w daleki świat
miasta dam, miasta gier, miasta hen, -
o wiele więcej wart
zbyt możliwy by być tylko snem
zbyt szalony na tradycji ład!
I pilniejszy niż dzisiejszy dzień
o wiele więcej wart
Na pewno więcej wart,
Więcej niż stary cień
wiejskiego dębu stojącego pod wiatr
więcej wart, więcej niż nudna pieśń
którą wuj, dziadek, brat,
śpiewali sobie jak hymn
przy ogniu tak od tylu ładnych lat
niż ten mur brudny zbyt jak na sen
na pewno więcej wart
Szukał gdzieś, szukał daleko gdzieś
młodszych wzorów i uczt a la carte
łatwy plan, miły seks, happy end
podobno więcej wart
Poznał blaski prestiżowych scen
Wziął go Bóg, wziął go król, wziął go czart
Lecz i tam, żaden szum, żaden cel
Nie bywał więcej wart
Nie bywał więcej wart,
Więcej niż blady cień
małej estrady wystawionej na wiatr
więcej wart, nawet niż nudna pieśń
którą wuj, dziadek, brat,
śpiewali sobie jak hymn
przy ogniu tak od tylu ładnych lat
niż ten mur brudny zbyt jak na sen
podobno więcej wart
Przez zły dzień, wyjątkowo zły dzień
wróci sam w stronę swych dawnych krat
jedną łzą, zgasi gorący swój sen
rozsypie domy z kart
rozsypie domy z kart,
spojrzy na stary cień
wiejskiego dębu stojącego pod wiatr
wsłucha się w starą tę nudną pieśń
którą wuj, dziadek, brat,
przekażą sobie jak hymn
na jeszcze wiele długich nudnych lat
w cieniu muru gdzie gnije sen
wcale nie więcej wart
wcale nie więcej wart
Il s'est brûlé les yeux
Sur son lopin de terre
et sur son vieil arbre tordu au milieu
Aux reflets de la douce lumière
du soir près du feu
Qui réchauffait son père
Et la troupe entière de ses aïeux
Au soleil sur les murs de poussière
Il s'est brûlé les yeux.
"La mamma"
(tekst oryginalny "La mamma"
Charles Aznavour / Robert Gall
adapt. pol. Piotr Cieński)
Już wszyscy są
Już przyszli tam,
Gdy tylko usłyszeli krzyk,
Umiera nam, la mamma,
Już wszyscy są,
Już przyszli tam,
Z południa Włoch rodzinny klan,
I Giorgio jest, wyklęty syn,
Z darami stoi, nie jest sam,
A dzieci w ciszy bawią się,
Zajęte na podłodze grą,
Nie karcą ich, bo figle te,
Ostatnim darem dla niej są.
Ach, la mamma.
Całują w czoło, grzeją dłoń,
Poduszki kładą jej pod skroń,
Umiera nam, la mamma,
Ach Święta Maria pełna łask,
Figura jej wpatrzona w plac,
Gdy smutek w waszych sercach trwa,
Śpiewajcie jej Ave Maria,
Ave Maria,
Miłości, wspomnień tyle jest,
Dokoła ciebie, la mamma,
Uśmiechów tyle, tyle łez,
To dzięki tobie, la mamma.
Mężczyźni wszyscy cierpią tam,
Pod wielkim słońcem, żaru krąg,
Umiera nam, la mamma,
Świeżego wina biorą dzban,
To dobre wino, z dobrych gron,
Na ławkach kapelusze są,
Ale się pomieszały w kram.
Szalone to, lecz nie łka nikt,
Choć obok łoża uczuć żar,
Jest wujek gitarzysta i
Wpatrzony w nią melodię gra,
Ach, la mamma.
Kobiety wspominają tu
Piosenek dawnych smutną treść,
Umiera nam, la mamma,
Łagodnie, słodko nucą pieśń,
Jak dziecku, tuląc je do snu,
By uśmiech w usta śpiące wpleść,
Po pięknym, kolorowym dniu.
Ave Maria
Miłości, wspomnień tyle jest,
Dokoła ciebie, la mamma,
Uśmiechów tyle, tyle łez,
To dzięki tobie, la mamma,
Nigdy więc, już nie, już nie
Nie opuścisz nas...
"Nathalie"
(tekst oryginalny "Nathalie"
Gilbert Bécaud / Pierre Delanoé
adapt. pol. Wojciech Młynarski)
Plac Czerwony spał już troszkę
Kiedy o nim mówiła mi
Przewodniczka śliczna ma po Moskwie
Nathalie
Plac Czerwony stał się biały
Gdy śnieg dywanem legł i
Obok mego śladu znaczyła mały
Nathalie
Grób Lenina Kremla masyw
Wielkiej Rewolucji czasy
Zaliczyłem w mig
Po czym śnieżycy żeśmy uszli
Aby wypić w „Cafe Puszkin" łyk
Czekolady łyk
Plac Czerwony był już biały
Mroźny wiatr latarnie brał za łby
Gwiazdki śniegu w warkocz się wplątały
Nathalie Nathalie
Pokój jej w akademiku gdzieś
Wypełniał kumpli tłum
Z papierosów szary dym
Biegły w noc rozmowy śmiech i pieśń
A ona ślicznie tak
Mnie tłumaczyła im
Moskwa i Champs Elysees
W tę noc złączyły się
I aż do świtu o szyby dzwonił śpiew
Szampan potem wódki łyk
Mieszanka taka w mig
Do tańca prosi zapala w żyłach krew
A gdy już rozeszli się goście
Wtedy ja zostałem sam aż po świt
Z przewodniczką śliczną mą po Moskwie
Nathalie
Wielkiej Rewolucji czasy
I grób Lenina Kremla masyw
I biały śniegu tren
I czekolada u „Puszkina"
Wielki Czerwony Plac odpłynął
Hen gdzieś daleko hen
Łażąc po paryskich mostach
Szukam Twej postaci wśród mgły
Bym ja mógł przewodnikiem Twoim zostać
Nathalie Nathalie
"Bez obojętności"
(tekst oryginalny "Pas l'indifférence"
Jean-Jacques Goldman
adapt. pol. Francois)
Zgodzę się na każdy ból
I ucieszę każdą łzą
Spojrzę na upadek swój
Jak na najmniejsze zło
Jakikolwiek będzie koszt
Jakikolwiek dalszy ciąg
na każdy przystanę cios
na najmniej ludzki błąd
Bez obojętności tej
Byle bez oschłości żyć
Która zmienia po dniu dzień
zadufany nasz krok we wstyd
Aż w końcu na wygnaniu
Aż wreszcie przy cierpieniu
Tęsknić będę za czyimś miodem
Przytuleń czyichś chłodem
Przyjmę ciepło czułych słów
Jak i awantury mróz
Nie będę rozsądny już
To co letnie zrzucę z ust
Bez obojętności tej
Byle bez oschłości żyć
Która zmienia po dniu dzień
zadufany mój krok we wstyd
Zostawię złote góry choć za jedno spojrzenie
Majątek i bagaże na dworcowym peronie
Zostawię nudy cień, za drażniący blask słońca
i swoje przekonania za drżenie bez końca
Za jeden tłusty rok dam siedem chudych lat
I cały komfort swój za mniej spokojny świat
Za mniej bezpieczny lot na mniej jasny cel
Dopóki jakieś iskry gdzieś migoczą się
Pluć na te pusty godziny
barwić monotonny dzień
i wszystkie te kłamliwe miny
ten pachnący płaczem śmiech
Bez obojętności tej
Byle bez oschłości żyć
Która zmienia po dniu dzień
zadufany mój krok we wstyd
Tout mais pas l’indifférence
Tout mais pas le temps qui meurt
Et les jours qui se ressemblent
Sans saveur et sans couleur (Bis)
"Chcieć"
(tekst oryginalny "L'envie"
Jean-Jacques Goldman
adapt. pol. Piotr Cieński)
Bym na ucztę miał chęć, niechaj dławi mnie głód,
Niech otuli mnie mrok, abym poczuć mógł blask,
Niech zabiorą mi to, wszystko czego mam w bród,
Abym wreszcie i ja mógł istnienia czuć smak.
Niechaj targa mną płacz, abym kiedyś mógł spać,
Bym w płomienie chciał gnać, w chłodzie marznę i trwam,
Abym kochał swój kraj, niech wygnają mnie w świat,
I niech zamkną na rok, abym tęsknił do dam.
REF/
Bez pragnień i tak dał wszystko mi los,
Marzeń nie miałem, nie miałem i trosk,
Dziękować nie musiał za nic mój głos,
Tęsknoty nadają smak życiu i moc,
Niech rozpalą mój los!
W ich płomieniach chcę wrzeć!
I pragnienia znów mieć, więc pozwólcie mi chcieć.
Niech przeklina mnie ktoś, bym kochany chciał być,
Niech zostawi mnie tłum, bym nie pragnął być sam,
Niech zakrzyczy mnie ktoś, abym w ciszy chciał żyć,
Nędzy widmo chcę znać, bym szanował, co mam.
Abym zdrowie chciał mieć, niech je stracę nie raz,
Niech zapadnie już noc, abym tęsknił za dniem.
I niech świta mi dzień, abym pragnął znów gwiazd.
Nie chcę dzisiaj nic mieć, abym kochał, co chcę.
REF
On m'a trop donné bien avant l'envie,
j'ai oublié les rêves et les merci
Toutes ces choses qui avaient un prix
Qui font l'envie de vivre et le désir, et le plaisir aussi
Qu'on me donne l'envie
L'envie d'avoir envie qu'on allume ma vie !
"Stary"
(tekst oryginalny "Manu"
Renaud Séchand
adapt. pol. Antoni Gustowski)
Stary, idź lepiej spać,
piwo słone od łez
Zaraz zamkną nam bar,
chodźmy, późno już jest
Nie sądziłem,że gość
Taki twardziel jak ty
Może życia mieć dość
Może cierpieć i wyć
Zapomniałem, że twarz
Tatuaże i nóż
Są skorupą, w niej masz
Serce miękkie– jak tchórz
No, nie skończył się świat
Nie tnij żył, wrzuć na luz
Jedna panna do strat
Ośmiu kumpli na plus
Każdy z nas już z kimś był
Kiedy ty – ciągle bez
Brak – mówiłeś – mi sił
Rzygam tym, że tak jest
Wpadłeś wprost w ręce tej
Z którą nie mógł być nikt
Mówiąc: Będzie ok,
Pokochamy się w mig!
Pospieszyłeś się coś
Żeby imię jej ryć
W wielkim sercu twym, ktoś
Tu jest głupi, to ty
No, nie skończył się świat
Nie smuć mnie, wrzuć na luz
Jedna panna do strat
Ośmiu kumpli na plus
Ty jak wilk - słuchaj mnie
- Musisz żyć w jednej z band
Ale w dwójkę, to nie
No, może przez krótki czas
Nam portowych cum stal
Zapewniła już brzeg
A ty ciągle wśród fal
Jakichś mórz albo rzek
Słuchaj, wolnością żyć
Często znaczy to, że
Trzeba samemu być
Chyba nie jest tak źle
No, nie skończył się świat
Na nic gniew, wrzuć na luz
Jedna panna do strat
Ośmiu kumpli na plus
Dla niej miłość to żart
Stary, wyrwij się stąd
Bo w tym rozdaniu kart
Wszyscy przegrani są
Kiedy ty „Kocham cię”
Ona pali bez słów
Pocałować ją chcesz
Głowa boli ją znów
Powiedz jej: mała cóż
Gdy spotkałem cię, to
Pomyliłem się, bo
Pomyliłem i już
No, nie skończył się świat
Na nic gniew, wrzuć na luz
Jedna panna do strat
Ośmiu kumpli na plus
No, nie skończył się świat
Nie smuć mnie, wrzuć na luz
Jedna panna do strat
Ośmiu kumpli na plus
No, nie skończył się świat
Nie tnij żył, wrzuć na luz
Jedna panna do strat
Ośmiu kumpli na plus
"Córka współczesnego dnia"
(tekst oryginalny "Fille d'aujourd'hui"
Guy Béart
adapt. pol. Francois)
Na łapu capu, swiatu mnie wydano
różeczkę małą, perłę ledwo chcianą
Śliczną zbyt i młodą zbyt, jak na niepewny szlak
Kto powstrzyma mnie ? Odpowiedzi brak...
Jak powstrzymać mnie ? Możliwości brak...
REF /
Dokąd, maleńka, pędzisz wprzód i wstecz ?
W pośpiechu tak,
Czy po opiekę, czy po chwiejny dreszcz ?
- Jestem córką współczesnego dnia”
Gdzie wszystko gna, a z boku ja…
Na łapu capu, wyruszałam w drogę,
w otoczkę sępów ufna niby z Bogiem
w każdym ponoć po cichutku drzemie rajski ptak…
Gdzie uśpiono go ? odpowiedzi brak…
Jak mam sprawdzić to ? przez porażki smak…
Na łapu capu, tańczyć się uczyłam,
Dotrzymać kroku, w rytmie pasji w żyłach
Chętnie do rozkoszy dokładając żalu smak
Jak rozdzielić je ? Odpowiedzi brak…
Jak rozdzielić je ? Możliwości brak…
Na łapu capu, wpadaliśmy w klatkę
Tuliłeś mnie pod stokrotki płatkiem
Kochać, lubić i szanować bez wiecznego tak
Zerwę łąki szmat, ale wianka brak
Zerwę łąki szmat, ale wianka brak
!
"Ecrire pour ne pas mourir"
(tekst oryginalny "Ecrire pour ne pas mourir"
Anne Sylvestre
adapt. pol. Francois)
Zaświtała mi myśl, że rozpędza się świat,
Czy od wielu już lat, czy dopiero od dziś,
Czy na zwycięstwa krzyk czy na porażki smak,
Próbowałem co tchu, aby w piosenkach żyć.
Możesz prorokiem być, możesz dobrze mnie znać,
lub wiedzieć tylko to, o czym sam powiem ci.
a z moich obcych rad, ze wszystkich obcych fraz,
Liczy się tylko ta, o czym usłyszych dziś,
O czym usłyszysz dziś:
„Ecrire pour ne pas mourir »
Silniejszy być od śmierci swych
Rzucając się w pisania wir !
Opowiedz, co zraniło cię
Opowiedz, co zbawiło cię
Wypluwać wszystko z duszy swej…
Ecrire, by na dno nie spaść
aby na nogach mocno stać
aby zagłuszyć gorzki płacz
aż morze atramentu łez,
Przemieni lament w czuły wers
nad mieliznami ludzkich serc
Czy przeminę jak wiatr, czy żyć będę sto lat,
Nienawidzę, gdy czas galopem płynąć chce.
Każdy z nas w życiu swym spacerować by chciał,
Aż w końcu pojmie że trzeba już śpieszyć się.
Czy zalękniony jeż, czy niepoważny ptak,
Nie każdy zgodzi się na samotności lęk
Lecz jeśli wyda go przed nami starszy brat.
Chodząc za jego ślad, łatwiej nam nie bać się,
Łatwiej nam nie bać się.
„Ecrire pour ne pas mourir »
Silniejszy być od myśli złych
Rzucając się w pisania wir,
O wszystkim, co pojąłeś już,
O wszystkim, w co nie wierzysz już…
Imię nadawać każdej z burz !
Ecrire, egoistą bądź,
swoją goryczą wreszcie rządź
i tym co uciążliwe wciąż
i nie lekceważ złudnych snów,
Bo wrócić do nich będziesz mógł
Po wyczerpaniu ślepych dróg
Czasem gdy słyszysz mnie, od niechcenia, ot tak,
Lub gdy wyda się ci, żeś mi bliski jak brat,
Pragnę, by słowa te, słowa stare jak świat,
Nie przepadły jak moc słów rzucanych na wiatr.
Czyś surowy jak grom, czyś łagodny jak sen,
Nie próbuję co raz przypodobać się ci,
Abym każdego dnia w lustrze mógł przejrzeć się,
Staram się pisać tak, by mi nie było żal
by mi nie było żal
„Ecrire pour ne pas mourir »
Silniejszy bądź od myśli złych
Rzucając się w pisania wir,
o wszystkim co nie wyszło ci
o wszystkim co umknęło ci
Nawet z marności nie trać nic !
Pisz, choć zapewne dobrze wiesz,
Że nic nie można wiecznie mieć,
Że wszystkich nas połączy śmierć.
z grobu swojego jeszcze mów,
Że życie twe powstanie znów
Na fundamencie pięciu słów :
„Ecrire pour ne pas mourir...
... pour ne pas mourir »
"Grand-père"
(tekst oryginalny "Grand-père"
Roger Martineau / Patrice Martineau
adapt. pol. Piotr Cieński)
To była dla mnie belle epoque,
Czwartkowy dzień, wagarów szał,
Na rower się robiło skok,
A on do dziadka prosto gnał.
Staruszka wąs pod czapką drgał,
I przedwojenny nosił strój,
On dawną gwarę dobrze znał,
Ze słońcem dni płynęły mu.
Dziadunio mój !
Króliki miał i stado kur,
Wymyślał tyle fajnych gier,
Gdy z kuzynami wiodłem spór,
Przejmował sam zabawy ster.
Grand-pere !
REF/
Grand-pere ! Grand-pere !
Tak dobrze wciąż pamiętam to.
Bo każdy czwartek był jak sen:
Winnica, rzeki szmer i dom.
Gdzie wiatru czuło się woń.
I byłem jak twój wierny cień.
Grand-pere! Grand-pere!
Wiedziałem, że wiesz,
Jak kocham cię.
Na polowania brałeś mnie,
Mówiłeś które grzyby jeść,
Od ciebie nauczyłem się
Czytania chmur co niosą deszcz.
W winnicy grona jak ze snu.
O pędy dbając czule tak
Czekało się, by dzień po dniu
Wypełniał je słoneczny smak.
Dziaduniu mój!
A w twojej szopie pierwszy raz
Podałeś wino oraz ser,
Papieros pierwszy, który zgasł,
To przecież był nasz wspólny grzech.
Grand-pere!
Refren
Aż w końcu nadszedł taki czas,
Rozwiałeś się jak siwy dym.
I odleciałeś w stronę gwiazd.
Choć żyjesz ciągle w sercu mym.
Mój syn po tobie imię ma,
Dla ciebie gram i śpiewam dziś,
Bo tylko to ci mogę dać,
Za tamto szczęście dawnych dni.
To cały ty!
A kiedy będę dziadkiem sam
Nade mną pieczę w niebie miej
I poproś Boga, by mi dał
Winnicę, dom i rzeki szmer,
Grand-pere!
Grand-pere! Grand-pere!
Jak tamte dni niech jutro trwa.
Gdy każdy czwartek był jak sen:
Winnica, rzeki szmer i ja.
Niech wiatr na drzewach znów gra.
A wnuczek mój jak wierny cień.
Grand-pere! Grand-pere!
Ostatni raz… Zamrugaj z gwiazd !
"Najpiękniejsza miłość"
(tekst oryginalny "ma plus belle histoire d'amour"
Barbara
adapt. pol. Justyna Bacz)
Z młodych lat wraca wspomnienie
Dnia, kiedy tak z serca drżeniem
Szłam na moje pierwsze rendez-vous
I choć później też kochałem
Miłość nieraz też wyznałem
To ta najpiękniejsza to właśnie my
Du plus loin, que me revienne,
L´ombre de mes amours anciennes,
Du plus loin, du premier rendez-vous,
Du temps des premières peines,
Lors, j´avais quinze ans, à peine,
Cœur tout blanc, et griffes aux genoux,
Que ce furent, j´étais précoce,
De tendres amours de gosse,
Ou les morsures d´un amour fou,
Du plus loin qu´il m´en souvienne,
Si depuis, j´ai dit "je t´aime",
Ma plus belle histoire d´amour, c´est vous,
Tak, wiem, nie byłam zbyt święta
Nie mówię, że nie pamiętam,
Jak z różnych pieców jadałem chleb…
Tak wiem, nie byłam aniołem
Rycerze przy moim stole
Nie jeden raz już zmieniali się
Ale patrząc na ich twarze
Już wiedziałem, o kim marzę
Już wiedziałem, że o nas chcę śnić.
Wciąż pakować swe bagaże
Za miłości iść mirażem,
A ta najpiękniejsza to właśnie my
Elle fut longue la route,
Mais je l´ai faite, la route,
Celle-là, qui menait jusqu´à vous,
Et je ne suis pas parjure,
Si ce soir, je vous jure,
Que, pour vous, je l´eus faite à genoux
Il en eut fallu bien d´autres,
Que quelques mauvais apôtres,
Que l´hiver ou la neige à mon cou,
Pour que je perde patience,
Et j´ai calmé ma violence,
Ma plus belle histoire d´amour, c´est vous,
A droga ta była długa
Lecz wiara, że nam się uda
Przywiodła mnie na rendez-vous
Drogę tę, gdzie tylko sięga
Pamięć moja, przysięgam!
Przeszedłem na kolanach by być tu
I co tam wiatr prosto w oczy
Co tam ponurzy prorocy,
Tak idąc przez śnieg i poprzez mgły,
Wiem dobrze, co to cierpliwość,
Wciąż wierzyłem w naszą miłość,
W to, że najpiękniejsza to właśnie my.
I oto wieczór wrześniowy
Spotkaliśmy się, gotowi
Właśnie tu na spełnienie snów
By razem być, śmiać się, wzruszać
Niech miłość zagra nam w duszach
Już wiem, nie trzeba nam zbędnych słów
J´avais fini mon voyage,
Et j´ai posé mes bagages,
Vous étiez venus au rendez-vous,
Qu´importe ce qu´on peut en dire,
Je tenais à vous le dire,
Ce soir je vous remercie de vous,
Nie dbam, co inni powiedzą
O miłości się dowiedzą
Że ta najpiękniejsza to właśnie my
