428794705553602
top of page

TEKSTY PIOSENEK

Poemat na twoje święto

(Roger Martineau, tekst oryginalny "Poème pour ta fête"

adapt. pol. Piotr Cieński)

 

Sklepik w sercu mam,
Taki mały kram,
Szukam w nim czegoś z niepokojem.
Tego, co ci dam
Na dzień wszystkich dam,
Bo już nadchodzi święto twoje.
Myślę całe dnie
Jak ucieszyć cię.
Może kolczyki lub ubrania?
Nie wiem, czy mnie stać?
Mógłbym nawet kraść,
Abyś poczuła się jak dama.


Może biały słoń,
Jeleń albo koń
Z kości słoniowej wyrabiane?
Takie małe nic,
Albo ładny szkic,
Aby na ścianie ukryć plamę.
Z cyny Chrystus Pan,
Albo święty Jan,
Może Madonna lub ikona.
Chyba jednak nie.
Bo słyszałem, że
Jesteś duchowo zagubiona.
Lub do kuchni coś,
O co chcesz, to proś:
Zestaw talerzy albo łyżek.
Ale ze wszech miar
Nie chcę by ten dar
Stał się dla ciebie nowym krzyżem.


Opuściłem wnet
Tamten szary sklep,
Znaleźć dla ciebie dar to sztuka.
Śmiech twój słyszeć chcę,
Nie poddaję się,
W serca ogrodzie będę szukał.
Może białe bzy
Otrą twoje łzy,
Chyba, że wolisz róży kwiaty?
Pełne słów i nut
Znają pieśni w bród,
Będą ci śpiewać poematy.


Biorę do swych rąk
Męczennicy pąk,
Mieczyk zerwałem z niepokojem.
Nie dam ci go, nie,
Bo się boję że,
Zranię tym mieczem serce twoje.
Patrzę tam i tu,
Nie ma nawet bzu,
Oset i piołun i nic więcej.
Ogród zmienił się,
Uroniłem łzę.
Serce artysty, smutne serce.


Siedzę teraz sam,
Nie wiem, co ci dam.
Biorę papieru skrawek mały.
I naniosłem nań
Kilka prostych zdań,
Tak się te zdania układały:
Weź ode mnie czas,
Ten bezcenny czas,
Znowu rozwiany wiatrem wahań.
Przyjmij i ten wiersz,
Ten niezgrabny wiersz,
Abyś wiedziała, jak cię kocham

"Świat cały jest nasz"

(tekst oryginalny "Le monde est à nous"

Roger Martineau / Pqtrice Martineau

adapt. pol. Francois)

 

Torbę wrzucam Ci na ramię
Tulę Cię na pożegnanie
Wreszcie dane nam jest czuć
jak życie nudzi gdy za łatwe ciut
Żegnaj życie pełne zbytku,
towarzyszy dobrobytu
Nikt nie czuje się lżej niż
ten, który nie ma nic


Nie zniechęcą ciężkie stopy
ani pogubione tropy
Nie zniechęci drogi szmat
bo nasz
nasz jest cały świat
Choćby najciemniejsze z chmur
skradły szczyty jasnych gór
brudne piaski blask czystych plaż
i tak świat jest cały nasz
czy w chaosie miejskich płyt
czy w harmonii dzikich wysp
wiele ujść ma jeden zdrój
świat cały jest mój
i cały jest twój
Poprzez ziemię tę okrągłą,
prędzej, później, płaską drogą
pod sam dom prowadzi marsz!
Świat cały jest nasz!


Czyś Ty tułacz śpiący w grotach
Czyś Ty poszukiwacz złota
W torbie nic nie wolno nieść,
czego byś nie mógł się pozbyć wnet
Bo od mniej bogatych niż Ty
Skarb dostaniesz rzeczywisty
uśmiech dzieci, wdzięczności śpiew
jako powszedni chleb
Nie zniechęcą ciężkie stopy...


A gdy wygra chęć wygody
kiedy znużą Cię przygody,
śmiało wróć do swoich stron
do więzi krwi, do znajomych norm
Oby w duszy Ci nie zginął
związek z dalszą twą rodziną
ufny bądź, że gdzieś tam wciąż
na Ciebie czeka ktoś
Nie zniechęcą ciężkie stopy
ani pogubione tropy


Nie zniechęci drogi szmat
bo nasz
nasz jest cały świat
Choćby najciemniejsze z chmur
skradły szczyty jasnych gór
brudne piaski blask czystych plaż
i tak świat jest cały nasz
Ile deszczów ci się zdarzy,
tyle różnych spotkasz twarzy
tyle unikalnych łez
i tak świat cały nasz jest
Ręka w rękę stojąc w kręgu
człowiek człowiekowi blisko
rysujemy Boga twarz
świat przecież jest cały nasz!
Czy w chaosie miejskich płyt
czy w harmonii dzikich wysp
wiele ujść ma jeden zdrój
świat cały jest mój
i cały jest twój
Poprzez ziemię tę okrągłą,
prędzej, później, płaską drogą
pod sam dom prowadzi marsz!
Świat cały jest nasz!
Świat cały jest nasz!
Świat cały jest nasz!

Kotwica - Świat cały jest nasz
Kotwica - Poemat na twoje święto

"Bo kocham Cię"

(Roger Martineau "Puisaue je t'aime"

adapt. pol. Piotr Cieński, Francois)

Szlakami zapomnienia krok
Przez gęsty zagajników mrok
Prowadzi mnie,
Zranione serce pełne win
I skruch. Poemat kreślę w nim,
Bo kocham cię.
Po każdej uczcie wraca głód.
Po oczyszczeniu dawny brud
Choć zasiać chcę,
Nie wzejdzie z ziarna żaden plon
Gdy Bóg przysyła stada wron,
Tak kocham cię.
Rozsądkiem mym obłęd się stał
Mój śpiew to modlitwa i szał,
Bluźnierstwa cień.
Gdy bywa źle, ratunkiem Bóg,
Gdy dobrze jest, to bestii mruk
Odzywa się.
Czy chcę,
Czy nie.



Gdy w zagajnikach słyszę szloch
zgubionych dusz, zmienionych w proch
Podrywam się.
I biegnę, lecz gdzie indziej gnam:
W swój kąt, by płakać sam na sam,
Bo kocham cię.
W miłości twojej gubię ład,
A w labiryncie win i wad
Ból duszę rwie.
Po co ci moja łza za łzą,
sparzyłyby ci serca, bo...
Zbyt kocham cię.
Rozsądkiem mym...
Nadzieją mą jedynie jest,
By stać się cichym niby szept.
Gdy przyjdzie kres,
Dobiegnie końca życia bal,
Ty moje serce porwiesz w dal,
Poniesiesz je.
Wolniejsze i lżejsze niż ćma,
Jak ślad co delikatnie drga
po miłym śnie.
Przejrzyste niczym zapach łez,
Co zniknie na tle innych serc
co kocha źle,
Czy chce
Czy nie...

Kotwica - Bo kocham Cię
Kotwica - Siwy włos

"Siwy włos"

(Roger Martineau "Le gros bouton",

adapt. pol. Francois & Leszek Wysocki)

Nie zważając na wiek i nie wiedząc, co wstyd
W niezłej kondycji też, miałem tak wiecznie żyć
Skąd więc złośliwy, choć łaskawy dotąd los
Na ten piękny mój łeb śmiał zesłać siwy włos
Zmora trzeciego wieku,

kpina z minionych lat
miara dni, godzin, sekund

pędzących tik i tak
Straconych tak czy siak

 

Zawołałem: „Kochana, chodź tutaj i spójrz,
Spójrz na niego uważnie, bo wyrwę go już!
I nie mów mi, że go nie zauważy nikt,
Że wystarczy zaczesać tak, by intruz znikł.
Inny siwy kłak jutro
Łeb mój weźmie na cel
Aż obrośnie mnie futro
Bielsze niż śniegu biel
Bielsze niż śniegu biel”

 

Żona, by mnie pocieszyć, moc rzuca mi bujd:
„Starcy też młodzi są, tyle że dłużej ciut,”
A znasz to: „Tu śnieg a na dole żar, że hej”!
może zgódźmy się, że to gołąb obsrał Cię!
„Nie jest winna siwizna
obojętności dam
każdy brunet to przyzna
co mimo to jest sam,
choć brunet — wciąż jest sam!”

 

Dans ma ville joyeuse, le coeur toujours content,
Comme tout un chacun, j’eusse vécu longtemps
Quand un jour dans la glace, je vis... stupéfaction !
Sur mon nez déjà gros, perché un gros bouton !
Je fus pris d’une honte,
saisi d’un tel effroi,
de peur que tout le monde
s’en amuse de moi
et qu’on rie bien de moi

 

Przecież żaden to powód by łeb sobie truć
Szkoda wszak życia, by myśli ponure snuć
Nie współczuje mi nikt, ani nikomu ja
ten ma na nosie pryszcz, a tamten zmarszczki ma
Miss Polonia sprzed dekad

starym dziś pudłem jest!
Prasa na to narzeka
a przecież ma to gdzieś!
ja także mam to gdzieś!

 

Żadnych teraz kompleksów na tym nie mam tle
jutro zgolę swój łeb: stres już nie dorwie mnie
i gdy Pan fryzjer mi ostatni urżnie kłak
Nie zdołuje mnie, nie, czupryny bujnej brak
i nie tracąc humoru
powiem „Boże mi daj
być wciąż młodym z wyboru
bez włosów, lecz nie bez jaj!
bez włosów, lecz nie jaj!”

Kotwica - Diament w popiele

Diament w popiele

(tekst oryginalny Roger Martineau "Violette"

muzyka oryginalna Roger Martineau "Sanctuaire"

adapt. pol. Leszek Wysocki)

Skąd bierze się wiara, że świat
piękniejszy za dawnych był lat?
Ja tego za nic nie pojmuję,
lecz przyznać się muszę tu wam
uczciwie, że wielką też sam
nostalgię do tamtych lat czuję.


Ich obraz co noc mi się śni
i blaskiem świetlistym się skrzy,
jak diament ukryty w popiele;
choć wszak miłych
wspomnień moc jest,
najczulej wspominam wśród łez
szafarkę złych wieści — Anielę...

Kotwica - Pani Aniela

Pani Aniela

(tekst oryginalny Roger Martineau "Violette",

adapt. pol. Leszek Wysocki) 

Cóż dzwon anonsuje dziś nam?

Myśl błąka się to tu to tam:

Żałoby to znak, czy wesela?

Czy chrzest on obwieszcza, czy ślub,

czy też komuś kopią już grób?

To wie tylko Pani Aniela.

Gdy spiesznie podchodzi pod próg,

i w odrzwia kołacze puk—puk;

niepokój się wszystkim udziela,

bo każdy z nas, drżąc, głowi się,

co dzisiaj ogłosić nam chce

Pani Aniela... Pani Aniela...

Żar miłsnych u
Ponurą przynosi nam wieść,
że szewca Marduły dziś teść,
Antoni, pożegnał się z życiem;
kozikiem skaleczył się w kciuk
i krew z niego uszła, nim mógł
opatrzyć go ktoś należycie.
Matula ugościć ją chce:
„Anielo, racz zajść w progi me!”
A ona: „Mam czasu niewiele!”;
w tył zwrot i przed siebie gdzieś gna,
bo i reszta wsi czeka na
Panią Anielę... Panią Anielę...


Nowinę sprzedała nam raz:
„Spadł z dachu i łbem palnął w głaz
mój krewniak, kominiarz Kaziutek!
Po diabła na strzechę się pchał,

iesieńgdy taki deszcz lał, wicher wiał?

I kipnął chłop. Ach, co za smutek!”

Pocieszyć staramy się ją,

lecz próżne starania te są,

bo z miną, co nas onieśmiela,

na pięcie odwraca się i

od naszych oddala się drzwi

Pani Aniela... Pani Aniela...

Gdy raz zabrzmiał znów dzwonów spiż,
w mig plotka rozniosłą się, iż
te dzwony to śmierci zwiastuny;
i każdy z nas dręczyć się jął,
kto według Anieli jest tą
ofiarą okrutnej Fortuny.
Aniela nie zjawia się wszak,
a brak jej to jawny jest znak,
że w niebie ugościć ją chcieli
mieszkańcy zaświatów i Bóg,
co w odrzwia zastukał puk-puk
Pani Anieli... Pani Anieli...


Dziś nie ma jej — cóż zrobić cóż —
jej roli nie pełni nikt już;
Aniela jest dziś anielicą.
bolesny to dla nas był cios,
że srogi ją zabrał nam los,
a drugiej nie znajdziesz ze świcą.
Tu smutna nachodzi mnie myśl:
dzwonnice już nieme są dziś
i dzwony wnet w pył ludzie zmielą,
bo katedr wypełnił się czas
i dawny świat skończył się wraz
z Panią Anielą... z Panią Anielą...

Śmierć Delfina

(tekst oryginalny Roger Martineau "La mort du Dauphin"

adapt. pol. Leszek Wysocki)

W żałobie pogrążony dwór,
powietrze ciężkie jest jak głaz;
lamentów zewsząd słychać chór,
a pośród jęków, raz po raz,
ktoś gromko los przeklina zły,
choć tak po prawdzie, któż to wie,
czy ręce załamuje, czy
zacierać raczej gotów je.


Tłum krokodyle roni łzy,
gdy kastrat sprowadzony z Włoch,
w tragicznej pozie staje i
uderza wraz w piskliwy szloch.
I tylko królewiątka klacz,
parskając, w siną patrzy dal,
lecz nie parskanie to a płacz,
zgryzota i bezbrzeżny żal.


REF/

Pisany był mu Francji tron;
zapowiedź wszak to była czcza,
bo dziś mu jest pisany zgon,
choć w żyłach krew Burbonów ma,
co ponoć żyć mu wiecznie da.


Na wieść, że kona jego syn,
w komnacie swej się zaszył król,
by się naiwny łudził gmin,
że chce tam koić serca ból.
A matka, sama sobie wbrew,
przy łożu tkwi, nie mówiąc nic,
gdy życiodajna znika krew
z jej latorośli bladych lic.


REF/ Pisany był mu Francji tron...


Dowódca straży rozkaz dał
„Kostuchę macie przegnać stąd!

U wrót pałacu setkę dział
postawcie i zapalcie lont!
Jak zechce wedrzeć się za próg,
to widząc tu przy mieczu miecz
i słysząc armat straszny huk,
ze świtą czartów umknie precz!”



REF / Pisany był mu Francji tron...


Dostrzega Delfin, jak przez mgłę,
że się kapelan zbliża doń,
co ręce już wyciąga swe,
by natrzeć mu olejkiem skroń.
A na to Delfin: „Ojcze mój,
to na nic, skoro pomrę wnet,
daj lepiej mi paradny strój,
bym godnie w bramy raju wszedł.”


Je suis pour qui doute de moi
le fils du roi, le fils du roi!
La mort peut bien venir en vain,
mais que doit craindre le Dauphin?
mais que doit craindre le Dauphin?


„Ja, Delfin, błagam wszystkich was,
nie pora żalić się i łkać,
bo nastał czas, najwyższy czas,
by przestać tę komedię grać.”
Z podbródka strużkę piany starł,
widomy to agonii znak,
a gdy się zdało, że już zmarł,
resztkami sił wyszeptał tak:


„Czyś wielki król, czy prosty kmieć,
choć wylałbyś ocean łez,
utopić w nim śmierć próżno chcieć,
śmierć wszakże nieśmiertelna jest,
śmierć jeno nieśmiertelna jest.”

 

Kotwica - Śmierć Delfina
Kotwica - Staropanieństwo

Staropanieństwo

(tekst oryginalny Patrice Martineau "La vieille feille"

adapt. pol. Francois, Leszek Wysocki)

Wandejskich dziew i polskich dziew,
podobnie brzmi po wojnie śpiew
„w małżeńtwie ciężko bywa lecz
staropanieństwo — straszna rzecz”


„Ach, Boże mój, daj chłopa mi,
nie musi wielbić mnie!
Wystarczy, by mnie nie lał i
zbyt nie łajdaczył się…”


Nie do Was mam, panowie, żal,
że Was na pewną gnano śmierć
(na pewną śmierć)
i że już po skończeniu walk
wróciła was niespełna ćwierć,
(niespełna ćwierć),
a z ćwierci tej, połowa aż
na baby ma niewielką chęć
(niewielką chęć)
więc do wyboru każdy z Was
ma panien tu przynajmniej pięć!


„Ach, Boże mój, daj chłopa mi...”


Mam sporo cnót i trochę wad,
lecz nie jest ze mnie byle kiep
(nie byle kiep)
Odmawiam co dzień „Ojcze Nasz”,
Stąd co dzień mam powszedni chleb.
(powszedni chleb)
Wraz z czepcem, nadział mi na kark,
Bóg Ojciec w miarę tęgi łeb,
(oj tęgi łeb)
a kłos co trafi pod mój dach
mój kosi sierp i tłucze cep.


„Ach, Boże mój, daj chłopa mi...”


Posagiem mym nie jakiś skarb
brylanty, czy szlachecki herb.
Bo wiano me to długów brak,
robotne ręce, mały sklep.
Lecz wyznam, że wciąż nęka mnie
rozterka ta, psia jego mać
czy zamiast z byle łajzą spać
nie lepiej już… w dziewictwie trwać!


„Nie trzeba Boże, chłopa mi,
co będzie gnoił mnie!
W dziewictwie chę swych dożyć dni
Dziś tylko o tym śnię…”


„I voudrais bé m’marier, ma mère
i voudrais bé m’marier!
Mais l’son torto morts à la guerre,
i me marierai poué!”


Wandejskich dziew i polskich dziew,
dziś inny niż onegdaj śpiew
„w małżeńtwie miło bywa lecz
staropanieństwo — niezła rzecz”

 

Wandea, skończony bój

 (Roger Martineau / Patrice Martineau

"un Vendéen de guerre lasse"

adapt. pol. Leszek Wysocki) 

Już dość Wandei łez i ran
jej desperacki przyniósł bunt:
bydlątka mrą, a pszenny łan
w jałowy się zamienia grunt.
Gdy w końcu przyszło złożyć broń,
bo heroiczny upadł zryw,
niechętna szabli chłopska dłoń
do siewu rwie się i do żniw.
Z obliczem pełnym blizn i szram
Wandejczyk wraca do swych stron,
z nadzieją, że wciąż za nim tam
ktoś tęskni, jak tęskni on.


O złotowłosej pannie śni
i złotokłosych polach, gdzie
wybrankę serca spotka, by
pochwycić ją w ramiona swe.
Lecz krótko trwał w ułudzie tej,
bo gdy na skraj swej dotarł wsi,
dymiące ujrzał zgliszcza jej —
ponury ślad minionych dni.
Wśród ruin — sterty martwych ciał,
popioły, gruz, łachmanów stos,
a on w bezruchu — stał i łkał,
wyżalając się w głos:


„Rodzinę mi uśmiercił wróg
i moją lubą zgładził też;
ach, gdybym wroga dopaść mógł
by zdeptać tę krwiożerczą wesz!
Niech wie, kto w me domostwo wszedł
i zbrukał je niewinną krwią,
że krew za krew i wet za wet
dewizą odtąd będzie mą...
Odwetu chęć przekuję w czyn,
aż zaspokoję zemsty głód,
gdy krwią okupi bezmiar win
mój wróg i jego ród!”


Tu myśl go naszła: „Przecie wiesz:
zło tępić złem i czynić zło
to grzech ten sam, więc, jeśli chcesz
w raju swych bliskich spotkać, to
poniechać musisz zemsty tej!
Wróg w piekle spłaci winy swe,
jak wszak polegnie z ręki twej,
ty razem z nim tam znajdziesz się.”
Wtem ujrzał sprawcę zbrodni, co
kamiennym snem pod płotem spał;
bezwiednie wziął na muszkę go,
lecz cofnął dłoń... i nie padł strzał...

Kotwica - Wandea, skonczony boj
Kotwica - Regaty Vendee Globe

Regqty Vendee Globe

(Roger Martineau / Patrice Martineau "Le Vendée Globe"

adapt. pol. Francois)

Wyrwali jachty z ciemnych szop
strzepnęli czteroletni kurz
jak niedobitki po legendach siedmiu mórz
Startowa linia lśniła już
jak powstrzymana w oku łza
kiedy minęli bramy wzdłuż Port-Olona


Przedarli się przez gęsty tłum
lądowych szczurów, głośny pisk
który zagłuszał nawet szum
wandejskich bryz
śmigali dalej dalej hen
aż przeorali morską toń
by wryć nazwiska swoje
w księdze Vendée Globe


O Vendée Globe! Vent Debout!
przez sztormów kły, żywiołów moce
o Vendée Globe! Rejsów król!
bez cumowania, bez pomocy!
Samotny jacht, odległy ląd
kapryśny wiatr, przeciwny prąd
Gdy fale denne tną spod burt
Czas pruć przez morze śmiało wprzód!
Śmiało wprzód!


Wbrew nudzie i kaprysom wód
Sam między dobrym a złym dniem,
nad Lewiatanem,
nad wysokim szorstkim dnem
Tam, gdzie czterdziestki ryczą w dal
wyjących pięćdziesiątek huk
tam gdzie lodowcem spośród fal
Cię karze Bóg


Le Vendée—Globe, Vent debout!
À fleur d’écume, de mer, de rage...
Le Vendée—Globe, sur sa proue!
Sans escale et sans bastingage!
Dans ses haubans, sa voile claque,
Taillée parmi les rugissants,
les courants et les creux des vagues
sa route, toujours droit devant!
Droit devant!


Za rufą już Przylądek Horn,
ostatnia prosta wiedzie przez
pas równikowy ciszy,
słychać pierwszą z mew
latarnię chyba trafił szlag
kto im na mecie powie, któż
że w końcu zdobyć się dziś
dał Everest mórz?
o Vendée Globe.

Ofiara 

(Roger Martineau "l'offrande du soir"

adapt. pol. Francois)

Oto kończy się dzień do poprzednich podobny
nim uciszy go mrok, nim świat o nim zapomni
dzieci w kocach już śpią, a tymczasem w salonie
ich zabawki po dniu całym leżą zmęczone


Ona żegna się tak, jak po misjach spełnionych
Jeszcze w drodze ku snom tylko zdmuchnie lampiony
Nie obchodzi nas już, że zgasiła je na noc
właśnie ta, która pierwsza zapali je rano


Nasze śmiechy i gry pomarszczyły jej rysy
marudzenia o nic, awantury, kaprysy...
Jej uwagę rozchwytywaliśmy jak złoto
poświęcała ją nam niczym małym sierotom


Nagród nie będzie znów po dzisiejszym wysiłku,
oprócz tej ciszy wciąż pełnej gwaru i krzyków,
która nawet przez sen bezlitośnie przypomni,
że nadchodzi już dzień do poprzednich podobny


Qui sait, ici dedans tôt levée la première,
qu’une femme ce soir se couchera dernière
offrant tout un flambeau de secondes remplies
de cent menus travaux de devoirs accomplis


I ten dom pierwszy raz, drugi raz, enty raz
sprzątać po nas, myć nas, karmić nas, bawić nas,
To jej miłość rozpływa się znów w niepamięci,
ofiara przez którą świat stale się kręci

Ten sam świat krzyczy jej, aby nas opuściła
że złość nie taka zła, miłość nie taka miła...
że kradniemy jej czas, i swobody i zdrowie.
Niech tyle cudzych spraw spocznie na innej głowie...


C’est l’heure où c’est fini pour aujourd’hui l’ouvrage
La nuit veut nous montrer son grand livre d’images
Plus rien n’existe, rien que toi à la maison
Dans leur lit, les enfants, le bruit de leurs poumons


Oto dzielą nas dziś kilometrów tysiące
nieuchronnie tę więź z matką osłabiające
skoro w młodszej niż Ty ja znajduję nadzieję
w mniej niewdzięcznych niż ja spróbuj mieć pocieszenie...


Aż mi głupio, że wciąż nie drży nic w moim głosie
że nieśmiała ta treść do twych uszu nie dotrze
Przepraszając że dziś, aż trzydzieści lat później
Mówię Ci: „Dobra noc”, szepczę Ci: „Dziękuję

Kotwica - Ofiara

Grand-père

(Roger Martineau / Patrice Martineau

adapt. pol. Piotr Cieński

To była dla mnie belle époque,
Czwartkowy dzień, wagarów szał,
Na rower się robiło skok,
A on do dziadka prosto gnał.
Staruszka wąs pod czapką drgał,
I przedwojenny nosił strój,
On dawną gwarę dobrze znał,
Ze słońcem dni płynęły mu! Dziadunio mój!
Króliki miał i stado kur,
Wymyślał tyle fajnych gier,
Gdy z kuzynami wiodłem spór,
Przejmował sam zabawy ster!
Grand-père!


Grand-père!
Tak dobrze wciąż pamiętam to.
Bo każdy czwartek był jak sen:
Winnica, rzeki szmer i dom.
Gdzie wiatru czuło się woń.
I byłem jak twój wierny cień.
Grand-père!
Wiedziałem, że wiesz,
Jak kocham cię.


Na polowania brałeś mnie,
Mówiłeś które grzyby jeść,
Od ciebie nauczyłem się
Czytania chmur co niosą deszcz.
W winnicy grona jak ze snu.
O pędy dbając czule tak
Czekało się, by dzień po dniu
Wypełniał je słoneczny smak!
Dziaduniu mój!
A w twojej szopie pierwszy raz
Podałeś wino oraz ser,
Papieros pierwszy, który zgasł,
To przecież był nasz wspólny grzech!
Grand-père!


Grand-père !
Je me souviens comme d’hier
De tous ces jeudis près de toi
Entre la vigne et la rivière
Nous aimions prendre le grand air
Nous aimions emboîter ton pas...
Grand-père... Grand-père !
On s’aimait bien, mais...
Ça s’disait pas!


Aż w końcu nadszedł taki czas,
Rozwiałeś się jak siwy dym.
I odleciałeś w stronę gwiazd.
Choć żyjesz ciągle w sercu mym.
Mój syn po tobie imię ma,
Dla ciebie gram i śpiewam dziś,
Bo tylko to ci mogę dać,
Za tamto szczęście dawnych dni!
To cały ty!
A kiedy będę dziadkiem sam
Nade mną pieczę w niebie miej
I poproś Boga, by mi dał
Winnicę, dom i rzeki szmer!
Grand-père!


Grand-père!
Jak tamte dni niech jutro trwa.
Gdy każdy czwartek był jak sen:
Winnica, rzeki szmer i ja.
Niech wiatr na drzewach znów gra.
A wnuczek mój jak wierny cień.
Grand-père! Grand-père!
Ostatni raz… Zamrugaj z gwiazd!

 

Kotwica - Grand-pere

Sąsiadki

(tekst oryginalny Roger Martineau "les voisines"

adapt. pol. Tomasz Misiewicz)

Proszę Państwa, mamy zaszczyt

przedstawić tę krotochwilę!

Nasz satyryczny teatrzyk

prosi tylko o tyle,

aby wszelkie z podobieństw

wymienionych sąsiadek

do znajomych Państwu kobiet

uznać... za przypadek!”

— Sąsiadko moja, ty mi prawdę mów
że miło nam bez mężów czasem siąść
Waleria nas zaprosi razem znów
na deser nam na pewno poda coś...
— To istna rozkosz! — powiem bez dwóch zdań
od was dowiedzieć się u kogo co
Żermena, Kinga, Wanda — od tych pań
perfumy czuć na metrów niemal sto!
Z panią gadułą i wdową Renée
— Obgadać bliźnich swych? O, nie, nie nie!
To zwyczaj bardzo zły… jak każdy wie!


Słyszałam dziś, i to z niezbitych źródeł
Nowaków ród to gorzej jest niż pech...
Syn auta kradnie, brat odwiedza burdel,
tak, właśnie tam, gdzie starsza córka… Ech!
— Ich krąg przyjaciół chociaż niezbyt liczny
Pieniądze dla nich to jest szczęścia wzór
Brzydzą się wszelkich cnót ewangelicznych
Lepiej przemilczmy ten żałosny zbiór!
Współczujmy im i za nich módlmy się...
— Zamiast obgadać ich! O, nie, nie nie!
To zwyczaj bardzo zły… jak każdy wie!


Czy prawda to, o czym się mówi w mieście?
Że Stach to leń, co sypia nawet w dzień
Takiego syna w swym mieszkaniu mieścić?
Lepiej kop grób i zaraz złóż się weń!
— Nie tylko on! Młodzi na każdym rogu
Są tak jak psy, to sama dobrze wiesz
Spódniczek łakną, ale dzięki Bogu
twoich omija to… a moich też!
W okrutnych czasach przy szło męczyć się
— Obgadać bliźnich swych? O, nie, nie nie!
To zwyczaj bardzo zły… jak każdy wie!


Wczoraj u Kingi śmiech rozbrzmiewał znów
kapelusz dziwny miała na swym łbie
Suknia to kicz, sandały? szkoda słów
Wstyd, gdyby chciała tak pokazać się!
— Pamiętaj jak zdradziła nam Renée
że Wanda dziury w swych pończochach ma!
Jej mąż jak dziad — nie goli wcale się
Ich dzieci cuchną zaś każdego dnia!
Śmiech dobry jest, odprężyć trzeba się
— Obgadać bliźnich swych? O, nie, nie nie!
To zwyczaj bardzo zły… jak każdy wie!


— Twoje maniery wspomniał tu ktoś z nas
nie było Ciebie wtedy z nami, fakt
Mówiła Wanda, chcąc umilić czas
„Urodzić taką — to odwagi akt”
— Mówiła tak? A ja pamiętam za to
Gdy ujawniła nam w emocjach, że
Ty jesteś babą dosyć piegowatą
że twoja córka to ma wielką D...
— Że wielka D? Proszę, kto sobie drwi?
Krytyczna Wanda jest jak mało kto!
— Że męża nie ma, chociaż chciałaby:
Jej charakterek to już bez dna dno!
— Pani gaduła i wdowa Renée...
— ...krytykujące otoczenie swe...
— Waleria i jej córki z wielką D...
— Wszystkich obgadać tak, o nie nie nie
To zwyczaj bardzo zły… jak każdy wie!
To zwyczaj bardzo zły… jak każdy wie!

Kotwica - sąsiadki
bottom of page